Motyw niedojrzałości w „Ferdydurke” Gombrowicza
© - artykuł chroniony prawem autorskimWitold Gombrowicz w Ferdydurke porusza problem niedojrzałości, który uważa za najbardziej charakterystyczną cechę człowieka. Stereotypowa dorosłość człowieka determinuje go do wykazywania należytego poziomu wiedzy, godnej zazdrości pozycji materialnej w relacjach interpersonalnych. Gombrowicz jednak podkreśla i daje przykłady, że w każdym z nas tkwi dziecko. Z osiągnięciem pełnoletniości nie wyzbywamy się kultywowanych przez całe dojrzewanie marzeń, lubimy być chwaleni, wolimy leniuchować niż pracować (są oczywiście wyjątki), jesteśmy „dzieckiem podszyci”. Z wiekiem zmieniamy się jedynie fizycznie, ukrywając głęboko to, co czujemy i czego chcemy. Nie jesteśmy doskonali, ponieważ naszą naturę cechuje niekompletność, a więc właśnie niedojrzałość, która jest formą niższą w stosunku do dojrzałości. Gombrowicz pisze: „Dążymy do dojrzałości, siły i mądrości wieku dorosłego, a równocześnie nieodparcie pociąga nas młodość. Ale młodość to niższość. Być młodym, to być mniej silnym, mniej dojrzałym, mniej mądrym. I oto zadziwiająca sprzeczność. Z jednej strony człowiek chce być doskonały, chce być Bogiem. Z drugiej, chce być młody, chce być niedoskonały. Człowiek dorosły znajduje się więc pomiędzy Bogiem a Młodym”.
Każdy człowiek traktuje innych jako niedojrzałych, nie w pełni ukształtowanych, niepełnych, przypisując sobie tym samym pozycję autorytarną, oceniającą. Segre pisze: „Dojrzałość i niedojrzałość znajdują się wobec siebie w stosunku doskonałości do niedoskonałości. Lecz z perspektywy niedojrzałości doskonałość dorosłych okazuje się fasadą kryjącą fikcję i mistyfikację, których obalenie o desakralizacja nie jest rzeczą trudną, jeśli wezwie się na pomoc sprawy «niejadalne, womitalne, złe, dysharmonijne, odpychające i odstręczające, ach, szatańskie, które zrzuca organizm ludzki»”.
Teoretycznie każdy człowiek pracuje nad ukształtowaniem dojrzałej osobowości, która jest związana „nie tyle z wiekiem, co z ukształtowaną formą”. Bohater powieści, choć ma trzydzieści lat, to jednak z przerażeniem powtarza, iż jest ciągle jeszcze „nieustalony” i „rozdarty”: „(…) z metryki, z pozorów wyglądałem na człowieka dojrzałego, a jednak nie byłem nim(…)”. Mimo, iż przekroczył już „Rubikon nieuniknionego trzydziestaka” - ciągle jest niedojrzały. Rozmyślając o swym położeniu stwierdził: „Gdy ostatnie zęby, zęby mądrości, mi wyrosły, należało sądzić — rozwój został dokonany, nadszedł czas nieuniknionego mordu, mężczyzna winien zabić nieutulone z żalu chłopię, jak motyl wyfrunąć, pozostawiając trupa poczwarki, która się skończyła. Z tumanu, z chaosu, z mętnych rozlewisk, wirów, szumów, nurtów, ze trzcin i szuwarów, z rechotu żabiego miałem się przenieść pomiędzy formy klarowne, skrystalizowane — przyczesać się, uporządkować, wejść w życie społeczne dorosłych i rajcować z nimi”.
Farent zauważa, iż w tym rozumieniu niedojrzałość jest „brakiem owej formy, stanem dochodzenia do niej, krystalizowania się osobowości, światopoglądu”. Często zdarza się, że człowiek w kontaktach z innymi wydaje się dojrzałym, lecz tak naprawdę, w ukrytych tajnikach własnej psychiki, pielęgnuje poukrywane marzenia z dzieciństwa, odnosi wrażenie nieskrępowanej wolności, potrafi cieszyć się błahostkami, fantazjuje (tak jak dziecko).
Niedojrzałość jest najczęściej ukrywana w „dyskretnej sferze charakteru”, i w takiej postaci interesuje Gombrowicza. Pisarz w swych dziełach podkreślał stale, że ludzie „dojrzali” są niewolnikami form, a zarazem sami je narzucają. Nie dość, że są producentami reżimów, zasad, zakazów i nakazów, uniemożliwiają swobodę myślenia i działania, to jeszcze trwają w zakłamaniu, nieuczciwości względem innych i siebie samych (przecież tak naprawdę to nie zgadzają się na nie i chętnie by je odrzucili).
Wojciech Wyskiel, autor monografii Witold Gombrowicz. Twórczość literacka skonfrontował ze sobą pojęcia fascynujące Gombrowicza (obecne najczęściej w jego dziełach). Farent zauważa, że owe antynomie są „konsekwencją porządku i chaosu”, a dodatkowo rezultatem pary: dojrzałość – niedojrzałość, która rządzi naszym życiem i z którą się zmagamy.
Wyskiel wymienia: dojrzałość - niedojrzałość, wyższość – niższość, starość – młodość, aktywność – gnuśność. Pierwsze z wymienionych powyżej kategorii są naturalnie lepiej oceniane w społeczeństwie, niż drugie. Ludzie posiadający te cechy są przywódcami. Na takich zasadach opierają się codzienne relacje międzyludzkie. Pedagodzy „upupiają” młodzież, wydobywają z niej świeżość i naiwność („świeżą i dziecięcą pupę”), rodzice sterują losem pociech, szlachcic wydaje polecenia lokajowi-parobkowi, szef pracownikom.
Stary Pimko oficjalnie osiągnął już dojrzałość, stoi wyżej w hierarchii społecznej od Józia, stąd rości sobie przywilej rządzenia jego życiem, decydowania o przyszłości, zniewala jego osobowość, spodziewa się grzecznego podporządkowania. Farent zauważa, że chociaż niedojrzałość „wydaje się szlachetna w swojej szczerości, jest z założenia na przegranej pozycji wobec sztucznej dojrzałości”.
Gombrowicz przedstawia problem niedojrzałości na przykładzie szkoły i rodziny, czyli „organów” z założenia narzucających „pupę”. Profesor Pimko i ciotka Hurlecka traktują Józia jak bezwolne dziecko, choć ma już trzydzieści lat. Stanowi dla nich podmiot dydaktycznego działania, źródło reminiscencji z ich niedojrzałego okresu.
Obserwując gimnazjalistów należy stwierdzić, że przyjmują oni różne postawy wobec narzucanej im „pupy”. Grupa niewinnych „chłopiąt” pod wodzą prymusa Syfona próbuje pokornie realizować wskazówki belfra, z kolei ordynarne i zbuntowane „chłopaki” z Miętusem na czele mówią „brzydkie wyrazy”, używają przemocy, są permanentnie nieprzygotowani do zajęć. Gdy pierwsi bez protestu dają się „upupić”, poddać procesowi powtórnego zdziecinnienia, wpędzić w niewinność, drudzy nadal się buntują. Choć nie chcą się poddać i walczą, to i tak są niedojrzali. W czasie potyczek i pojedynków tylko jeden Kopyrda nie daje się w nie wciągnąć. Próbuje się upodobnić (przyjmuje pozę, ponieważ tego oczekuje Zuta) do nowoczesnego, samodzielnego młodzieńca. Niedojrzałość ujawnia się również w listach pisanych do Zuty, w których dorośli, ludzie o ugruntowanej pozycji zawodowej, niczym nastolatki nakłaniają szesnastolatkę na spotkanie. Podrywając ją, proszą o dyskrecję, ponieważ mają świadomość niestosowności swych poczynań.
Problem niedojrzałości, czyli braku pełnej formy, cząstkowość, niepełność, jest podejmowany przez Gombrowicza także w filozoficznych, dyskursywnych, eseistycznych przedmowach i opowiadaniach, rozdzielających poszczególne etapy akcji Ferdydurke. Następstwo postępowania „anty-Filidora” i jego kochanki Gente wobec profesora „Syntetologii” Filidora i jego żony, a potem potyczka przedstawiciela analizy z przedstawicielem syntezy zdradzają skutki analitycznego rozkładu i cząstkowości.
Podobnie jest w opowiadaniu Filibert dzieckiem podszyty, w którym nieobecność piłki na boisku prowadzi do serii nieszczęśliwych zdarzeń i zachowań niewspółgrających z wysoką pozycją i statecznością uczestników tych wypadków. Karykaturalne ujęcie zagadnienia jeszcze bardziej wyolbrzymia jego sens.
Gombrowicz głównym problemem człowieka nazwał narzucaną mu nieustannie coraz to nową formę, która uniemożliwia mu wyrażenie siebie, ponieważ, jak pisał w Dzienniku 1957-1961: „tylko to, co w nas jest już uładzone, dojrzałe, nadaje się do wypowiedzi, a cała reszta, czyli niedojrzałość nasza jest milczeniem”. Pisarz uważał, że cała spuścizna kulturalna ludzkości powstała tylko dlatego, że niedojrzałość była ukrywana. Źródła sztuki (filozofia, moralność) w rzeczywistości ośmieszają człowieka, ponieważ ujawniają jego słabość, są od niego dojrzalsze i wpychają go we „wtórne zdziecinnienie”.
Pisarz miał świadomość, iż epoka, w której żyjemy, niesie za sobą liczne niebezpieczeństwa, niszczy kultywowane przez wieki formy: „Człowiek jest dziś bardziej niż kiedykolwiek zagrożony sferą niższą, sferą nieposkromionych instynktów, zarówno własnych, jak i obcych. (…) zakłócenie dotychczasowej hierarchii w jednostce i społeczeństwie sprawia, że ten ciemny ocean treści niedojrzałych, dzikich napiera coraz mocniej, wtrącając nas jak gdyby powtórny „okres dojrzewania” (…)”. Proces ten obejmował także jego, doprowadzając do zasiania w nim ziarna fascynacji niższością, niedojrzałością, infantylizmem. Pisał: „Potrzeba znalezienia formy na to, co w człowieku jest jeszcze niedojrzałe, nieskrystalizowane i niedorozwinięte, oraz jęk z powodu beznadziejności tego postulatu – oto naczelna emocja mojej książki. Pragnę wykazać, że kultura nasza jest jeszcze niepełna, niecałkowita, że jest to wątła budowa nad żywiołem anarchii, który raz po raz rozsadza układ konwencji kulturalnych”.